piątek, 4 czerwca 2010

Jak grają (z Polską) finaliści - Serbia przed Mundialem

Maraton spotkań towarzyskich przed Mistrzostwami Świata trwa. Wybór analizowanego meczu mógł być tylko jeden, budowana na Euro 2012 drużyna trenera Smudy zmierzyła się z finalistą Mundialu - Serbią. Warto podkreślić, iż warunki atmosferyczne mogły znacząco utrudniać realizację niektórych założeń taktycznych.


Polacy, tak jak z Finlandią zagrali ofensywnie, trener Smuda zdecydował się na wariant z drugiej połowy spotkania w Kielcach, co oznacza, że spośród trzech pomocników profil dwóch  (Mierzejewski, Peszko) wyraźnie sprzyjał grze do przodu. Doszło do próby zastosowania na obu skrzydłach skutecznego z Finami zagrania polegającego na tworzeniu przewagi liczebnej w bocznych sektorach boiska (Błaszczykowski, Mierzejewski, Piszczek na prawej, Nowak, Sadlok, Peszko na lewej). Od razu należy zaznaczyć, że zdecydowanie lepiej wyglądało to na skrzydle prawym. Polacy zagrali bardzo agresywnym pressingiem, bardzo utrudniali rozegranie, na krok nie odstępowali Stankovica, podchodzili bardzo wysoko- w pierwszej połowie bardzo często przejmowali w ten sposób piłkę. Choć kolejny raz spotkanie zakończyło się wynikiem bezbramkowym to przyznać trzeba, iż sytuacji nie brakowało - również pod Polską bramką, co było wynikiem wysokiej gry naszego zespołu i wystawienia pięciu zawodników o typowo ofensywnych cechach. Cieszy mnie to, że trener ma pomysł na kadrę i się go trzyma, szlifuje w kolejnych spotkaniach. Prawdziwym testem będzie jednak pojedynek z Hiszpanią, pokaże on czy tak ofensywnie ustawiony zespół ma jakiekolwiek szanse z drużyną zdecydowanie lepszą.

Serbowie spotkanie z Polską zagrali ustawieniem 4-4-2. W pierwszej połowie kluczową rolę pełnił w nim Nicola Zigic. Ten rosły napastnik był wykorzystywany niemalże w każdej akcji do zgrania piłki, gdy Serbowie nie radzili sobie z agresywnym pressingiem starali się długimi podaniami minąć linię pomocy i skierować piłkę prosto do Zigica, którego zadaniem było przyjęcie jej lub zgranie. Zdjęcie poniżej  (1) prezentuje sytuację tuż po takim zgraniu, warto zwrócić uwagę jak głęboko w stosunku do swoich partnerów jest Zigic ustawiony.


Co ciekawe, również przy rzutach z autu (zdjęcie nr 2), pełnił napastnik Birmingham City kluczową rolę, jego zadanie polegało na przedłużeniu piłki w okolice środka pola karnego. Osobiście jestem zdania, iż uzależnianie gry drużyny od wysokiego napastnika jest bardzo groźne, o czym swego czasu przekonali się nawet Włosi (Toni). Taki napastnik, w większości sytuacji, jest później wyłączony z gry ofensywnej (zdjęcie 1 pokazuje jak daleko jest za akcją), nie może spełniać swojego podstawowego zadania jakim jest strzelanie bramek. Powoduje jeszcze jedną rzecz- każdy zawodnik mający futbolówkę przy nodze najprostsze rozwiązanie widzi w zagraniu długiej piłki na najwyższego człowieka na boisku.  Mniej jest wtedy gry po ziemi, klepek, wyjść na pozycje, przyspieszenia gry. Dlatego też pozbawieni Zigica Serbowie po przerwie prezentowali się lepiej, częściej byli w posiadaniu piłki.

Serbowie w spotkaniu z Polską grali bardzo głęboko, momentami całą drużyną byli ustawieni na swojej połowie (można przyjąć, iż mają tak zamiar grać w meczu przeciwko Niemcom), czym zdecydowanie utrudniali sobie przeprowadzanie akcji ofensywnych.


Dejan Stankovic został bardzo dobrze wyłączony z gry przez polskich zawodników, choć przyznać trzeba, iż nie zawsze następowało to w zgodzie z przepisami. Odniosłem wrażenie, iż gra Serbów przed przerwą opierała się w zasadzie na indywidualnych akcjach poszczególnych zawodników, mało było wyćwiczonych schematów, współpracy. Zwróciłem jedynie uwagę na sposób gry napastników tuż przed naszym polem karnym - grali oni  bardzo szeroko, co sprawiało poważne problemy naszej defensywie.


W ten sposób przez całe spotkanie tworzyli sobie Serbowie sytuacje bramkowe- nie ulega wątpliwości, iż wykorzystywali do tego ofensywną grę naszych bocznych obrońców, obu zdarzały się problemy z powrotem na czas. Prawda jest taka, że Jovanovic i Klasic nie powinni mieć większych problemów z mijaniem ich na pełnej szybkości (utrudniały to jednak warunki atmosferyczne). 

Pełna gwiazd serbska obrona (z Polską nie wystąpił Vidic) zagrała katastrofalnie słabo, a prym wiódł w tym operujący na lewej stronie transferowy cel Realu Madryt Kolarov, który nie potrafił ustawić się do Błaszczykowskiego, lekko usprawiedliwia go fakt, że nie otrzymywał należytej pomocy od kolegów gdy w jego sektorze pojawiali się Piszczek z Mierzejewskim. Bardzo bierna w pierwszych 45 minutach linia pomocy ożyła po przerwie, zawodnicy wychodzili na pozycje, pokazywali się do zagrania, współpracowali, wymieniali krótsze podania. Gdy w środku pola robiło się ciasno zagrywali na skrzydła, nie stali tak jak w pierwszej połowie i nie oczekiwali, że boczni pomocnicy miną trzech rywali w jednej akcji.

Nie uważam, iż zmiana jakości gry Serbów w drugiej połowie wynikała ze zmiany taktyki. Nie uważam również, że wynikała z wprowadzenia na boisko lepszych zawodników. Moim zdaniem, profil wprowadzonych zawodników był decydujący. Brak Zigica powodował konieczność grania po ziemi. Serbowie to bez wątpienia lepsza technicznie drużyna - dlatego też byli w stanie dłużej utrzymywać się przy piłce, tworzyć sytuacje bramkowe. Wszystko wskazuje na to, że przed spotkaniem z Polską trener Antić nie miał jeszcze gotowego pomysłu na to jak zagrać podczas MŚ. Wydaje mi się, że po meczu z podopiecznymi Franciszka Smudy wie już jak nie należy zagrać.

wtorek, 1 czerwca 2010

Real Madryt - Barcelona (10.04.2010) - Katalończycy wygrywają kluczowe spotkanie

Choć liga hiszpańska dawno już zakończyła swoje rozgrywki to warto do niej wracać. Real z Barceloną szły łeb w łeb pobijając wszelkie możliwe rekordy. Kluczowym dla sezonu 2009/2010 spotkaniem był kwietniowy pojedynek obu zespołów - właśnie dlatego zdecydowałem się na analizę gry podopiecznych Guardioli i Pellegriniego. Ze względu na wagę spotkania uznałem, iż obu zespołom należy poświęcić podobną ilość miejsca, dlatego też zdecydowałem się podzielić tę analizę na dwie części. Przedstawiając ofensywne poczynania Realu będą pokazywał jak zareagowała na nie Barcelona, później opiszę odwrotną sytuację.

Real Madryt spotkanie z Barceloną rozpoczął w ustawieniu 4-3-1-2 (Arbeloa, Garay, Albiol, Ramos - Alonso, Gago, Marcelo - Van der Vaart - Ronaldo, Higuain). W ustawieniu Realu szczególną uwagę należy zwrócić na kilku zawodników - Sergio Ramosa, Cristiano Ronaldo i Rafaela Van der Vaarta. Ten pierwszy grając na pozycji prawego obrońcy miał bardzo duże możliwości jeżeli chodzi o ofensywne wejścia - Real grał bez prawego pomocnika, a grający w ataku Higuain rzadko schodził do tego sektora boiska, oznacza to, że reprezentacyjny obrońca miał przed sobą bardzo dużo wolnego miejsca. Wielokrotnie korzystali z tego piłkarze ze stolicy przenosząc ciężar rozgrywania akcji właśnie w tę strefę.


Bardzo ciekawe było również ustawienie Van der Vaarta grającego za dwójką napastników. Holender, oprócz tego, że odpowiedzialny był za zagrywanie piłki do Higuaina i Ronaldo, bardzo często korzystał z zejścia Portugalczyka do lewej strony i wchodził w jego miejsca w ataku (właśnie tak stworzył Real swoją najgroźniejszą sytuację w meczu). W tym miejscu warto powiedzieć, iż Barcelona robiła co mogła by jak najbardziej ograniczyć Holendrowi możliwości rozegrania piłki, bardzo często był wypychany jak najdalej od bramki Victora Valdesa (co ciekawe opiekowali się nim dość regularnie środkowi obrońcy). 


Mimo tego, iż nawet na zaprezentowanym powyżej diagramie Cristiano Ronaldo znajduje się na pozycji napastnika to trzeba powiedzieć, iż nie był przywiązany do jednej pozycji - często cofał się po piłkę, rozgrywał ją, dośrodkowywał ze skrzydła, starał się stwarzać zagrożenie praktycznie we wszystkich sektorach boiska. 

Napastnicy i pomocnicy Realu stosowali bardzo wysoki pressing, szczególnie gdy przy piłce był Victor Valdes, uniemożliwiając mu krótkie rozegranie piłki dążyli do jej szybkiego przejęcia.


Gdy Real rozgrywał piłkę w ataku pozycyjnym pozycje środkowych obrońców asekurował Busquets, który grał zdecydowanie najgłębiej z  pomocników Barcelony. Przed nim grał Keita. Wydaje się, iż swoim zachowaniem reagował na boiskowe wydarzenia, Anglicy określiliby go mianem box-to-box midfielder, zawodnika który biega od pola karnego do pola karnego, wspomaga zarówno obrońców jak i piłkarzy ofensywnych. I tak jak rolą Busquetsa było głównie powstrzymywanie Van der Vaarta tak Keita musiał reagować na ofensywne wejścia Gago i Marcelo. Dal katalońskiej gry obronnej bardzo ważna była również postawa Pedro i Alvesa (Maxwella) - na poniżej przedstawionym zdjęciu bardzo dobrze widać, iż są oni ustawieni tak, by uniemożliwiać bocznym obrońcom ofensywne wejścia.


Poprzednie spotkania obu tych drużyn pokazywały, iż Real był w stanie stwarzać zagrożenie po stałych fragmentach gry i choć w tym spotkaniu królewscy bramki nie zdobyli, to należy zauważyć, iż jedna dogodna sytuacja powstała w wyniku rozegrania rzutu rożnego przy niezbyt szczelnej strefie Katalończyków - Alonso znajdzie się za chwilę sam w"piątce". 


Jeżeli chodzi o sytuacje stwarzane z gry, to pomijając setkę Van der Vaarta, nie miał Real klarownych sytuacji - zazwyczaj nie potrafiąc sforsować defensywy piłkarzy z Katalonii decydowali się gospodarze na oddanie strzału z dalszej odległości. Takiemu stanowi rzeczy próbował zaradzić trener Pellegrini, wprowadzając na boisko Gutiego, Raula i Benzeme. Po wprowadzeniu dwóch pierwszych rezerowowych (w miejsce Marcelo i Van der Vaarta) grał Real praktycznie ustawieniem 4-4-2 z Cristiano Ronaldo na lewym skrzydle.


I choć w statystykach z tego spotkania dostrzec można przewagę Realu w liczbie oddanych niecelnych i celnych strzałów, to należy podkreślić, iż Barcelona stworzyła cztery stuprocentowe sytuacje, podczas gdy gracze Realu jedynie dwie.

Nie ma w tym miejscu większego sensu opisywanie sposobu w jaki Barcelona tworzy swoje sytuacje, każdy kibic go zna i podziwia. Przed skupieniem się na rozstrzygającym dla wyniku tego spotkania czynniku zwrócę tylko uwagę na kilka w miarę oczywistych szczegółów. Barca nie tylko słynie z umiejętności wymieniania niezliczonej ilości podań, z konstruowania pięknych akcji ofensywnych, ale także z bardzo agresywnego pressingu zakładanego przez cały zespół.


Właśnie w ten sposób, dzięki bardzo szybkiemu przejęciu piłki, doprowadzają Katalończycy do statystyk, w których mają zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki. Gdy już ją przejmą, występująca z przodu trójka gra bardzo szeroko, rozciągając do maksimum obronę przeciwnika (na poniższym zdjęciu bardzo ładnie widać również ustawienie obrony piłkarzy ze stolicy). 

U góry widzimy prowadzącego piłkę Messiego. Przez cały mecz zawodnicy Pellegriniego robili jednak wszystko, by uniemożliwić Argentyńczykowi obrócenie się przodem do brami po przyjęciu piłki  (ciekawe jest to, że wszystkie sytuacje bramkowe w tym spotkaniu stworzył Messi otrzymując futbolówkę  zagraną przed siebie, nie musiał jej przyjmować tyłem do bramki, nie rozpoczynał rajdu z bocznych sektorów boiska), bardzo często podwajając krycie próbowali wypychać piłkarza Barcelony jak najdalej od własnego  pola karnego.


Pisząc o poczynaniach defensywnych Realu należy jeszcze zwrócić uwagę na odmienny do Katalończyków sposób ustawienia się przy stałych fragmentach gry - zawodnicy Realu kryli indywidualnie i w tym spotkaniu okazało się to być skutecznym rozwiązaniem.

Nie miało to może większego znaczenia dla taktyki, miało jednak wpływ na płynność rozgrywania akcji -warto więc zwrócić uwagę na zmiany przeprowadzone przez Pepa Guardiolę w przerwie. Co ciekawe, nie były to zmiany polegające na wprowadzeniu na boisko nowych zawodników, a jedynie na przesunięciu niektórych na inne pozycje. I tak: cofnięty został Dani Alves, w pierwszej połowy grający jako jeden z trzech napastników (wydaje się, że potrzebuje on więcej wolnego miejsca na boisku, żeby być skutecznym), Pedro przeszedł z lewego skrzydła na prawe, na lewy atak powędrował Maxwell (zmieniony później przez Iniestę), a jego miejsce po lewej stronie bloku defensywnego zajął Puyol. Wyglądało to tak:


Najbardziej kluczowe były jednak karygodne błędy w ustawieniu piłkarzy Realu, które doprowadziły do stworzenia przez Barcelonę aż czterech doskonałych sytuacji bramowych. Za pomocą czerwonych linii zaznaczyłem jak wiele miejsca miał na boisku mózg Barcelony - Xavi. Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, że najważniejszy dla ofensywnych poczynań Barcelony piłkarz nie jest kryty, podczas gdy wszyscy inni zawodnicy Blaugrany mają swoich opiekunów. Moim zdaniem błąd ten wynika z ustawienia defensywnego Realu.


Nie jestem zwolennikiem krycia indywidualnego, uważam, że najskuteczniejsza jest metoda polegająca na przejmowaniu zawodników przebywających w danej strefie boiska. Nie ulega dla mnie jednak wątpliwości, że kluczowa dla jakiejkolwiek akcji ofensywnej jest środkowa strefa boiska. Nie może  więc dojść do sytuacji, w której nie przebywa w niej żaden zawodnik drużyny broniącej. Nie wydaje mi się, żeby było to efektem jakieś niewiarygodnie przebiegłej taktyki przygotowanej przez Guardiolę- było to raczej wynikiem niedopracowania taktyki Realu, być może bardzo złej współpracy między poszczególnymi piłkarzami. Fakt, iż Alonso przy wszystkich podaniach jest przed linią piłki oznacza, że w tym sektorze powinien przebywać ktoś z dwójki Marcelo-Gago. Zw względu na to, że Real grał bez bocznych pomocników Gago i Marcelo często przejmowali piłkarzy w bocznych sektorach (Maxwell, Pedro, Alves, Puyol), Van der Vaart stał w okolicach Keity lub Busquetsa i nie było nikogo, kto przeszkadzałby Xaviemu. Uważam, iż było to absolutnie kluczowe dla wyniku meczu.





Jak grają finaliści - Australia i Nowa Zelandia przed Mundialem

Na wstępie muszę się szczerze przyznać, iż niezbyt często przychodzi mi oglądać obie drużyny w akcji, a już szczególnie Nową Zelandię. Podejrzewam jednak, iż nie jestem w tym względzie odosobniony. Mam więc nadzieję, że dzięki mojej analizie większość z Was dowie się jak grają te drużyny. A grają ciekawie.


Dotychczas przeprowadziłem na tym blogu kilkanaście analiz. Dzięki drużynie Nowej Zelandii pierwszy raz trafiło mi się jednak bardzo ciekawe ustawienie 3-4-3. Choć "All whites" ten mecz ostatecznie przegrali, to moim zdaniem byli drużyną lepszą, a ich taktyka w konfrontacji z australijskim 4-2-3-1 okazała się bardzo skuteczna. Ciężko jest na wykresie oddać położenie względem siebie piłkarzy obu drużyn dlatego też posiłkuję się print screenem.


Nowozelandczycy grając trójką w obronie mieli ułatwione zadanie, w pierwszej fazie akcji musieli jedynie powstrzymać osamotnionego Australijczyka (Scott McDonald), dopiero później dochodziła do niego trójka piłkarzy ofensywnych (Bresciano, Cahill, Vidosic)- odległość między tymi formacjami była jednak bardzo duża, stąd też bardzo wysoka ilość strat piłkarzy w żółtych koszulkach. Warto jednak w tym miejscu podkreślić, iż ze względu na swoje warunki  fizyczne były piłkarz Celticu nie jest idealny do tego systemu gry (meczem z Nową Zelandią nieskutecznie walczył o miejsce w samolocie do RPA) i można się w tym dopatrywać jednego z decydujących o nieskuteczności kreowania akcji czynników.  Wyższy, lepiej zbudowany, silniejszy napastnik byłby w stanie dłużej przytrzymać piłkę, czy tez celniej ją zgrać. Dodatkowo udawało się obrońcom często łapać byłego kolegę Artura Boruca na spalonym.

Paradoksalnie właśnie po nieudanych pułapkach offsajdowych stracili Nowozelandczycy obie bramki (trudno jest to oddać na zdjęciu, ale przy pierwszym golu zawodnik australijski nie znajdował się na spalonym, a dodatkowo piłka została przypadkowo zagrana przez zawodnika reprezentacji Nowej Zelandii).



Jako, że ustawienie 3-4-3 jest raczej rzadko spotykane poniżej wklejam printscreena z defensywnej akcji, w której jest ono idealnie widoczne. 



Boczni pomocnicy w ustawieniu 3-4-3 dostosowują swoją grę do boiskowych potrzeb, i tak grający na prawej stronie Bertos musiał często wspomagać trójkę piłkarzy defensywnych, gdyż na liczne ofensywne wyjścia pozwalał sobie lewy australijski obrońca (Carney) - w zamyśle operujący po lewej stronie boiska Bresciano miał schodzić do środka i rozgrywać tam piłkę z Cahillem, podczas gdy lewy obrońca miał wykorzystywać wolne miejsce w sektorze boiska przed sobą. Nieco spokojniej było na drugiej flance, Lochhead balansował grę do przodu i do tyłu, grał bezpiecznie. Bardzo dobrze na pierwszym zdjęciu widać, iż piłkarze trenera Herberta mieli jednego zawodnika mniej w środkowej strefie boiska, w praktyce jednak mieli dość dużą swobodę w rozgrywaniu ze względu na  głębokie ustawienie defensywnych pomocników z kraju kangurów. Mieli oni w zamyśle asekurować i walczyć za Cahilla umożliwiając mu swobodne rozgrywanie piłki. W praktyce jednak Culina i Grella z jednej strony nie nadążali za akcjami ofensywnymi, z drugiej nie asekurowali wystarczająco obrońców. Efektem ich postawy były duże problemy w ofensywie ekipy australijskiej- brak płynności akcji i liczne straty, a także problemy w  grze obronnej. Ustawieni w linii czterej obrońcy mieli wielkie problemy z trójką rosłych, świetnie grających w powietrzu piłkarzy ofensywnych - brakowało im wsparcia.

Wracając jeszcze raz do pierwszego zdjęcia łatwo zauważyć co się dzieje, gdy piłka mija środkową strefę boiska- w przypadku akcji zaczepnej drużyny trenera Verbeeka McDonald musi spróbować przyjąć piłkę i poczekać na partnerów. Gdy piłka znajduje się w strefie obronnej Australijczyków to zazwyczaj mamy do czynienia z sytuacją 3 vs 4 (a gdy jeden z obrońców nie zdąży wrócić nawet 3 vs 3) ,co przy dobrym zgraniu piłki prowadzi do dużego zagrożenia. Chciałem w tym miejscu szczególną uwagę zwrócić na ofensywną trojkę Killen-Fallon-Smeltz. Zawodnicy ci znakomicie ze sobą współpracowali, wymieniali się pozycjami, grali na jeden kontakt, rozumieli się. Z wielką przyjemnością patrzyło się na ich kreatywność i łatwość z jaką stwarzali sytuacje bramkowe. Poniższe zdjęcie prezentuje tylko jeden ze sposobów zgrania futbolówki, zawodnicy znajdujący się na skrzydłach swoim ruchem dają zgrywającemu dwie możliwości podania.


Po tym co zobaczyłem wydaje mi się, że Nowa Zelandia jest jedną z najbardziej niedocenianych drużyn, które wystąpią w RPA. Jeśli poprawią timeing trójki obrońców mogą być bardzo groźni. Zastanawiając się za co mogę pochwalić Australijczyków chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ciekawie rozgrywane stałe fragmenty gry.


Moim zdaniem ustawienie 4-2-3-1 stosowane przez Australię jest wysoce nieefektywne w starciu z 3-4-3. Ponadto uważam, iż w jego przypadku potencjał takich zawodników jak Cahill i Bresciano nie jest w pełni wykorzystywany. Z drugiej jednak strony dobra drużyna to podobno taka, która gra słabo, ale wygrywa. A Nowozelandczycy mimo, iż pokazali kawał dobrej piłki opartej na pressingu, szybkiej wymianie piłek i kreatywności, ze względu na błędy obrońców przegrali mecz, w którym byli drużyną lepszą - kontrolującą grę. Mimo wszystko zaryzykuję stwierdzenie, że jeżeli któraś z tych drużyn ma w Afryce sprawić niespodziankę, to będą to piłkarze występujący na biało.

niedziela, 30 maja 2010

Droga do Euro 2012: Polska - Finlandia (29.05.2010)

W nowym cyklu na blogu będę analizował grę naszej reprezentacji w spotkaniach towarzyskich. By zrobić to jak najdokładniej wybrałem się w sobotę do Kielc na spotkanie z Finlandią, niestety na stadion wszedłem dopiero w 13 minucie spotkania (serdeczne pozdrowienia dla Pana, który projektował bramki wejściowe na stadion i dla organizatorów).


Ustawienie drużyny trenera Smudy w spotkaniu z Finlandią to coś pomiędzy 4-3-3, a 4-2-3-1, jednak ze względu na bardzo ofensywną grę Mierzejewskiego należy skłonić się do wersji drugiej, czyli 4-2-3-1 (Piszczek, Wojtkowiak, Żewłakow, Dudka - Jodłowiec, Matuszczyk - Błaszczykowski, Mierzejewski, Lewandowski - Jeleń). Zasygnalizowane powyżej ustawienie linii pomocy bardzo dobrze widać tutaj:


W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę, że Lewandowski i Jeleń zamienili się w przerwie pozycjami. Goście w tym spotkaniu ustawili się bardzo podobnie, kluczową rolę w ich systemie odgrywał Jari Litmanen, lekko podwieszony pod napastnikiem, jednocześnie uczestniczący w kreowaniu gry, często cofający się  bardzo głęboko.

Boczni pomocnicy, grający bardzo ofensywnie w przypadku kontrataków schodzili do środka, próbując wykończyć akcje. Znakomicie z kieleckich trybun widać było, iż broniąć skandynawowie ustawiają się 4-4-1-1, natomiast w ataku przeobrażał się ten system w ustawienie bardzo zbliżone do polskiego.

Dość dobrze wyglądała gra defensywna polskiego zespołu (skuteczne krycie strefą przy stałych fragmentach gry), dwóch środkowych obrońców wspieranych było przez defensywnego pomocnika (Jodłowiec), boczni natomiast bardzo często podłączali się do akcji ofensywnych. Szczególnie dobrze funkcjonowało to po prawej stronie, Łukasz Piszczek bardzo często uczestniczył w akcjach zaczepnych naszej drużyny (świetnie widać to na poniższym zdjęciu wraz z opisywanym powyżej ustawieniem gości w defensywie).


Po przeciwnej stronie boiska do gry podłączał się Dariusz Dudka, trzeba jednak podkreślić, że ze względu na obecność na jego skrzydle Roberta Lewandowskiego założenia taktyczne dla zawodnika Auxerre powinny być nieco inne niż dla Piszczka. Lewandowski nie sprawdził się jednak na lewym skrzydle, zagrał bardzo słabo, nie wchodził do środka i nie zostawiał całego wolnego sektora boiska dla Dudki - dużo lepiej wypadł w tym aspekcie gry Jeleń, któremu gra w bocznym sektorze nie przeszkadzała. Oprócz obrońców za grę defensywną byli głównie odpowiedzialni jeszcze Jodłowiec i Matuszczak (częściej ustawieni byli pionowo, a nie poziomo). Trzeba przyznać, iż tworzyli razem dość dobrze współpracujący duet, gdy jednak pomocnicy rywali grali na jeden kontakt, pojawiały się problemy z nadążeniem za nimi. Widać było w naszym zespole wyraźny podział na zawodników broniących i atakujących, nie mieliśmy na boisku gracza w równym stopniu wykonującego oba te zadania, tak jak Roman Emerenko grający z numerem 7. Za poczynania defensywne była więc odpowiedzialna głównie 6 zawodników (Piszczek, Wojtkowiak, Żewłakow, Dudka, Jodłowiec, Matuszczak), za ofensywę 4 (Błaszczykowski, Mierzejewski, Lewandowski, Jeleń). Przyznać trzeba, iż ustawienie to żywo przypomina Inter Mediolan z finału LM, choć moim zdaniem ofensywni gracze z Włoch poświęcali dużo więcej uwagi defensywie niż Polacy. 

Za kreowanie akcji ofensywnych odpowiedzialni byli głównie Mierzejewski i Błaszczykowski. Bardzo ciekawie wyglądało prawe skrzydło polskiej drużyny, w tym sektorze boiska bardzo często Polacy stwarzali przewagę liczebną (Piszczek, Błaszczykowski, Mierzejewski, czasem schodził jeszcze Jeleń, a nawet Matuszczyk), w zamyśle miało to doprowadzić do stworzenia sytuacji, w której podchodzący do Polaków obrońcy zostawiają bardzo dużo miejsca w polu karnym np dla Roberta Lewandowskiego. Podobny efekt próbował wywołać Ireneusz Jeleń schodząc do bocznych sektorów boiska i wrzucając piłkę na środek pola karnego.

Bardzo podobała mi się w polskim zespole ruchliwość i liczne zmiany pozycji w formacji ofensywnej, szczególnie na linii Mierzejewski-Błaszczykowski-Jeleń. Osobiście uważam, iż Robert Lewandowski zupełnie nie nadaje się do gry na pozycji, na której występował w pierwszej połowie, odniosłem wrażenie, iż gubił się na boisku. Mimo tego, Polacy byli w stanie stworzyć liczne sytuacje bramkowe, dobrze wychodzili na pozycje, ładnie grali z  pierwszej piłki. W grze polskiego zespołu widać było pomysł, akcje przeprowadzane były w dość dużym tempie. Wyglądało to jednak znacznie lepiej kiedy w roli lewoskrzydłowego wystąpił Ireneusz Jeleń, choć zagrał bardzo nieskutecznie to licznymi rajdami i wejściami w pola karne stwarzał bardzo duże zagrożenie. 

Nie ma w tym miejscu sensu opisywania tego, jak wyglądała polska drużyna po przerwie, co kilka minut dochodziło do kolejnej zmiany. Warto jedynie podkreślić, iż w pewnym momencie zmieniły się proporcje w linii pomocy, grający jako defensywny pomocnik Sadlok miał przed sobą Peszkę i Mierzejewskiego (Rybusa). Przyznać muszę, iż Franciszek Smuda realizuje swoje zapowiedzi - reprezentacja gra ofensywnie i ciekawie, jej ustawienie jest nowoczesne i bardzo skuteczne. Mam nadzieję, iż uda się je jeszcze dopracować.






czwartek, 27 maja 2010

Jak grają finaliści - USA przed Mundialem

Spotkanie Amerykanów z Czechami było dla gospodarzy ostatnim spotkaniem przed ostateczną selekcją składu na mistrzostwa. Dlatego też Bob Bradley nie skorzystał z tak znanych piłkarzy jak Dempsey i Donovan. Z punktu widzenia tego bloga wykonawcy nie mają większego znaczenia, liczy się ustawienie i taktyka (inna sprawa, że z podstawowej "11" w tym spotkaniu na wyjazd do RPA nie załapał się tylko Johnson). Amerykanie są jedną z niewielu reprezentacji, która gra klasycznym, pozbawionym modyfikacji ustawieniem 4-4-2. 


Amerykanie grają czwórką w defensywie, obrońcy grają w linii, kierowani przez Onyewu próbują zastawiać liczne pułapki offsajdowe, co doskonale widać na poniższym zdjęciu.



Trzeba jednak przyznać, iż jest to gra dość ryzykowna, cała drużyna Amerykańska gra pressingiem, co zmusza obrońców do bardzo wysokiej gry. W takiej sytuacji gdy pułapka zastawiona jest nieprawidłowo, przeciwnik tworzy bardzo groźne sytuacje. Osobiście mam duże zastrzeżenia do współpracy amerykańskich defensorów, Czesi dwie ze swoich bramek zdobyli w sytuacji kiedy obrońcy próbowali wyjść , lecz byli spóźnieni. Z kolei bardzo podobało mi się podłączanie bocznych obrońców do akcji ofensywnych, Bornstein i Cherundolo doskonale wyczuwali moment kiedy mogą atakować, a także kiedy należy pozostać na swojej połowie, nieźle współpracowali ze skrzydłowymi, asekurowali się. Jeżeli chodzi o linię obrony, to jako ciekawostkę można dodać, iż w drugiej połowie w jej środku wystąpił Edu - nominalny środkowy pomocnik. Ze względu na ilość kontuzji w ekipie, trener USA musi  szukać w tym sektorze boiska alternatyw i Edu wydaje się być jedną z nich (popełnił jednak bardzo duży błąd przy bramce numer 4). Z defensywnych zagrań należy również powiedzieć o ustawieniu przy rzutach rożnych - Amerykanie to drużyna kryjąca indywidualnie. 


W tym miejscu należy jednak podkreślić, iż jedną z bramek stracili gospodarze właśnie po stałym fragmencie gry. Nie zawiódł w tym momencie system, gdyż strzelec bramki miał przy sobie Onyewu, zamiast walczyć w powietrzu zawodnik ten pozwolił napastnikowi przeskoczyć się. Wydaje się więc, iż w tym przypadku mamy do czynienia wyłącznie z błędem indywidualnym.

Linia pomocy skonstruowana jest w klasyczny sposób, dwóch piłkarzy środka pola, nastawiony bardziej na defensywę Edu i zorientowany ofensywnie Torres uczestniczą w każdej akcji zespołu rozgrywanej z udziałem linii pomocy (Amerykanie często stosują długie piłki na wychodzących napastników). Edu na boisku wykonuje tytaniczną prace, biega od pola karnego do pola karnego, ma dużą ilość przechwytów -bardzo dobrze współpracuje z bardziej kreatywnym kolegą. Podopieczni Bradleya próbują grać kombinacyjnie, na jeden kontakt. Skrzydłowi próbują dośrodkowań spod linii końcowej boiska lub krótkiej wymiany piłek z napastnikami. Dużo dobrego można powiedzieć o kreatywności amerykańskich piłkarzy, widać, że mają dopracowane warianty ofensywne, doskonale się rozumieją, dość łatwo stwarzają sytuacje - ich gra jest przy tym prosta, nie mają ani "fałszywej 9", ani zawodnika występującego między liniami, tak samo wyglądają w ofensywie i defensywie , napastnicy ustawieni są w poziomie, a nie w pionie; ale to właśnie ta prostota i znajomość schematu powodują, iż zespół USA jest skuteczny. Zrozumienie poszczególnych piłkarzy doskonale widać w pressingu, agresywnie podchodzą wszyscy, w tym samym momencie, w ich ustawieniu nie ma luk. Poniższe zdjęcie ukazuje przejęcie piłki, będące wynikiem właśnie agresywnego pressingu.

Gdybym miał w prosty sposób wytłumaczyć dlaczego Amerykanie ulegli Czechom aż 2-4 to powiedziałbym, że zdecydowały błędy indywidualne. Piłkarze przebywający na boisku w drugiej połowie to głównie zawodnicy, którzy nie zakwalifikowali się do 23-osobowej kadry na mistrzostwa. Muszę jednak przyznać, iż grając w tym ustawieniu jako drużyna mogą być Amerykanie niezmiernie groźni, szczególnie gdy na boisku pojawią się bardziej wartościowi zawodnicy (Dempsey, Donovan, Bocanegra, Altidore, Howard).

Dla porządku na poniższym schemacie przedstawiam ustawienie USA w drugiej części spotkania, jednak z wprowadzonych na boisko piłkarzy tylko strzelec bramki (Gomez) poleci do RPA. Chciałem jeszcze zwrócić uwagę na przesunięcie Edu na środek defensywy i Holdema do środka pomocy. 


Spotkaniem USA z Czechami rozpocząłem cykl analiz aktualnych gier towarzyskich z udziałem uczestników Mistrzostw Świata - w ciągu najbliższych tygodni można się spodziewać dużej ilości meczów. Daty publikacji poszczególnych tekstów zależne są tego, kiedy dany mecz uda mi się zobaczyć/ściągnąć. Dlatego też jeżeli ktoś z Was zna jakieś strony z pełnymi meczami do pobrania to proszę o info.

Tekst ten ukazał się także na Blogujemy o mundialu.

wtorek, 25 maja 2010

Gościnne występy

Miło mi jest poinformować, że wraz z systematycznym wzrostem ilości odwiedzin moje teksty są również publikowane na innych portalach.




 
Może nie bezpośrednio do mnie, ale linki do moich analiz dzięki Quentionowi pojawiają się nawet na sport.pl



Jak grają finaliści - Niemcy i Argentyna przed Mundialem

Zaczyna się gorący okres spotkań towarzyskich przed Mistrzostwami Świata, można więc liczyć na to, że przeanalizuję tutaj grę przynajmniej kilkunastu uczestników turnieju w RPA jeszcze przed jego rozpoczęciem. By sobie to ułatwić ostatni raz sięgam po spotkanie z marca, tym razem pojedynek Niemców i Argentyńczyków w Monachium.


Zgodnie z wypowiedziami Maradony należy przypuszczać, iż pierwszy mecz Mistrzostw rozpoczną Argentyńczycy w tym samym zestawieniu jak pojedynek z Niemcami (oznacza to posadzenie na ławce takich napastników jak Milito, Aguero, Tevez). Na papierze ustawienie drużyny z Ameryki Południowej przypomina 4-4-2, z tym zastrzeżeniem, iż Messi ma na boisku absolutną swobodę, bez wątpienia nie gra równo w linii z Higuainem, bardzo często się cofa, rozgrywa, schodzi na skrzydła, jest łącznikiem między liniami pomocy i ataku, stąd też moim zdaniem Argentyńczycy bliżsi są 4-4-1-1. Dużo klarowniej wygląda model stosowany przez naszych zachodnich sąsiadów- 4-2-3-1. Wydaje się, iż Joachim Loew stworzył tę taktykę pod Mesuta Ozila, ustawienie dwóch defensywnych pomocników za jego plecami w zamyśle ma mu dać swobodę w rozgrywaniu piłki.

Muszę przyznać, iż zaskakująco dobrze prezentuje się defensywa reprezentacji Argentyny. Heinze (Rodriguez), Samuel, Demichelis (Burdisso), Otamendi grali bardzo skutecznie, nie pozostawiali rywalom miejsca. Była to defensywa bardzo aktywna, środkowi obrońcy wychodzili za napastnikiem bardzo wysoko, nawet na połowę przeciwnika (na zdjęciu widać Klose i Samuela).


Boczni obrońcy świetnie współpracowali ze skrzydłowymi zarówno w ofensywie jak i defensywie, udało im się zneutralizować Podolskiego i Mullera, którzy operowali w bocznych sektorach boiska. Jeżeli dodać do tego Mascherano, który na krok nie odstępował Ozila i spowodował, że nadzieja niemieckiej piłki nie miała praktycznie żadnego udanego zagrania, to otrzymujemy drużynę świetnie broniącą i, co muszę przyznać, znakomicie w defensywie ustawioną. Mając świadomość, iż gra ofensywna Niemców opiera się w dużym stopniu na czterech piłkarzach udało się Latynosom zneutralizować każdego z nich. Mając na boisku Mullera, Ozila, Podolskiego i Klose nie udało się Niemcom  przez pierwszych 45 minut oddać ani jednego celnego strzału. Groźne nie były nawet stałe fragmenty w ich wykonaniu, podopieczni Maradony stosując krycie indywidualne  (zdjęcie poniżej) bez problemów radzili sobie z dośrodkowaniami.


Z mojego punktu widzenia ciekawy jest fakt, iż Argentyna jako jedna z niewielu drużyn ma jeszcze w środku pola typowego playmakera (Veron), choć nie ulega wątpliwości, iż grając z Messim były zawodnik Manchesteru United nie ma pełnej swobody rozgrywania. Veron z Messim bardzo często wymieniają piłki na małej przestrzeni, gdy w ich okolicach znajdzie się większa ilość rywali, następuje przerzut piłki w wolny sektor boiska (najczęściej do Di Mari lub Higuaina). 

Choć w teorii Messi ustawiony jest jako drugi napastnik pełni on w zespole role rozgrywającego, skrzydłowego, ofensywnego pomocnika i napastnika - Diego Maradona dał mu pełną swobodę w poruszaniu się po boisku, najczęściej mamy do czynienia z sytuacją, kiedy najlepszy piłkarz świata drybluje z piłką w okolicach środkowej strefy boiska, czy też dynamicznie wchodzi do linii ataku. Taka ruchliwość jest bardzo trudna dla obrony, w defensywie piłkarze muszę kolejno "przejmować" zawodnika Barcelony, gdy dodatkowo na pełnej szybkości mija on  rywali, powoduje że w pewnych sektorach boiska powstają luki. Choć sama gra Messiego nie wygląda w kadrze tak dobrze jak w klubie, to przyznać trzeba, iż zdecydowanie wpływa na kreatywność linii pomocy i stwarza większą swobodę napastnikowi (na poniższym zdjęciu widać jedno z licznych wejść Messiego z piłką z drugiej linii). 


Podsumowując grę formacji ofensywnych Argentyny trzeba przyznać, iż w tym spotkaniu nie wyglądała ona perfekcyjnie, boiskowi koledzy Messiego muszą nauczyć się czytać i wykorzystywać jego grę, tak jak robią to jego partnerzy w Barcelonie. Nie powinni się jednak martwić kibice tej reprezentacji, potencjał ofensywny tego zespołu jest wręcz niesamowity. Maradona może w każdej chwili wprowadzić na boisko Teveza, Aguero lub Milito. To jest trochę tak, że Argentyńczycy nie dysponując genialnymi piłkarzami w defensywie stworzyli bardzo skutecznie broniącą się drużynę, a mając tylu genialnych piłkarzy z przodu nie muszą się o kreowanie gry tak bardzo martwić, bo każdy z nich jest w stanie w pojedynkę przesądzić o losach meczu. Po tym co zobaczyłem w spotkaniu z Niemcami i Kanadą, uważam, że Argentyńczycy mogą sięgnąć po złoto.

Skrajnie inaczej oceniam drużynę Niemiecką. Przede wszystkim, odstawiając na chwilę taktykę na bok, jest to drużyna, której brakuje jakości (aż strach pomyśleć jak się będzie prezentowała bez kontuzjowanego Ballacka). W spotkaniu z Argentyną najbardziej kreatywnym zawodnikiem był...Lahm, miał on najzwyczajniej w świecie najwięcej miejsca i czasu by rozgrywać piłkę na swojej stronie boiska. I choć defensywa współpracowała ze sobą dobrze, starała się grać wysoko to kilkakrotnie udało się Argentyńczykom najprostszymi środkami ją rozmontować. Ustawienie Ballacka i Schweinsteigera obok siebie jako defensywnych pomocników spowodowało oczywiście dużą ilość odbioru piłki, ale odległość między tą dwójką, a piłkarzami ofensywnymi (Podolski, Ozil, Muller) była tak duża, iż po odebraniu piłki Niemcy nie potrafili szybko przejść do ataku, przebić się przez argentyńską pomoc. Grający  w pierwszej połowie bez typowych skrzydłowych Niemcy swoich szans próbowali szukać w zgrywaniu piłki przez Klosego i ofensywnych wejściach Podolskiego i Mullera (podobne założenia do Interu z finału LM) - nie udało się jednak zawodnikowi Bayernu podołać temu zadaniu. Grający bardzo szeroko Muller i Podolski , nie byli w stanie na tyle rozciągnąć argentyńskich zasieków by znajdujący się w środku Ozil miał więcej swobody. Zawodnik, który miał być odpowiedzialny za rozdzielanie piłek i tworzenie sytuacji był więc przy piłce bardzo rzadko, a co za tym idzie nie mógł wywiązać się ze swojej roli. Właśnie dlatego zdecydował się Joachim Loew na szereg zmian, Niemcy od 66 minuty przeszli w zasadzie na ustawienie 4-4-2 (patrz grafika). 


W ustawieniu tym za rozgrywanie piłki odpowiedzialny był Ballack, wspomagany przez cofającego się Cacau. Rolę skrzydłowych pełnili Kross i Podolski, akcje wykańczać miał Gomez. Dzięki tej zmianie byli Niemcy w stanie dłużej utrzymywać się przy piłce, wymieniać większą ilość podań, wszystko to jednak do 40 metra przed bramką przeciwnika.Długie piłki do Gomeza nie przynosiły spodziewanych efektów, Cacau choć próbował indywidualnych akcji również nie odmienił losów spotkania.

Analizując skład i ustawienie drużyny Niemieckiej nie widzę naszych sąsiadów w roli faworytów. Udało się Loewowi odmłodzić skład, wydaje się jednak, że nawet przy najlepiej nakreślonej taktyce i jej perfekcyjnej realizacji zabraknie Niemcom jakości w grze. 


Powyższa analiza ukazała się także na Blogujemy o mundialu.




poniedziałek, 24 maja 2010

Inter Mediolan - Bayern Monachium (22.05.2010) - Konsekwencja i skuteczność dają tytuł


Oglądając Ligę Mistrzów w jakiejkolwiek telewizji podczas prezentacji składów realizator sugerował, że Włosi zagrają systemem 4-3-3, a Niemcy tradycyjnym 4-4-2. Prawda jest jednak taka, że prowadzona przez Mourinho drużyna spotkanie rozegrała w ustawieniu 4-2-3-1, a Bawarczycy 4-4-1-1. Omawiając poczynania Interu należy przede wszystkim zwrócić uwagę na to jak odmienny kształt przybierają formacje w zależności od tego czy Inter atakuje czy się broni. Prawda jest, że w każdej drużynie każdy zawodnik ma swoje zadanie ofensywne i defensywne, inaczej zachowuje się kiedy jego drużyna ma piłkę i kiedy próbuje ją odzyskać. Zazwyczaj ma to jednak mały wpływ na kształt poszczególnych formacji, w przypadku Interu jest inaczej.



Powyższe diagramy pokazują podstawowe ustawienie Interu w obronie (obrazek po lewej) i ataku (po prawej). W defensywie mamy więc do czynienia z 4-1-4-1, a z piłką 4-2-3-1. Zanim omówię dokładnie jak wyglądało to na boisku chciałem jeszcze wesprzeć się print screenami ze spotkania finałowego.



Każda wielka drużyna jest budowana od tyłu (dotyczy to zarówno transferów jak i założeń taktycznych). Trener Mourinho już w Chelsea przyzwyczaił nas do tego, że prowadzone przez niego zespoły tracą bardzo mało bramek, są niemalże perfekcyjne w obronie. Bierze się to ze świetnego rozpoznania przeciwnika i konsekwencji w realizacji założeń taktycznych. Przede wszystkim postanowił Portugalczyk zatrzymać zdecydowanie najgroźniejszego piłkarza Bayernu - Robbena. Holender kiedy tylko otrzymywał piłkę był podwajany (do Chivu doskakiwał zazwyczaj Cambiasso lub Pandev).


Lewy obrońca mediolańskiego zespołu miał zakaz włączania się do akcji ofensywnych, jego zadanie polegało wyłącznie na powstrzymywaniu rajdów byłego zawodnika Realu. I choć Holender był bardzo aktywny i wielokrotnie oddawał strzały to bramki mu się zdobyć nie udało. Środkowi obrońcy (Samuel i Lucio) grali bardzo głęboko (nie było praktycznie spalonych po stronie Bayernu), znakomicie współpracowali, a gdy tylko któryś z nich wychodził za napastnikiem czy też wyskakiwał z linii by zablokować strzał, jego miejsce zajmował natychmiast Cambiasso. I choć teoretycznie powinien on po murawie biegać koło Zanettiego to nie ulega wątpliwości, iż był ustawiony głębiej, asekurował strefę między liniami obrony i pomocy. Przyznać w tym miejscu należy, że linie te grały bardzo blisko siebie (przez większość spotkania to Bayern był przy piłce), czego efektem było zredukowanie do minimum ilość sytuacji bramkowych stworzonych przez podopiecznych Louisa van Gaala.



Cambiasso pilnował przede wszystkim Mullera, grającego w Bayernie "fałszywą 9" (zawodnika, który grając teoretycznie w linii ataku często schodzi do pomocy, cofa się), a także uniemożliwiał oddawanie strzałów ze strefy przed polem karnym. Zastanawiając się długo nad tym, czy któremuś z trenerów udało się czymś przechytrzyć przeciwnika, muszę przyznać, iż mimo końcowego wyniku udało się van Gaalowi do minimum ograniczyć ofensywne poczynania Maicona - ustawienie na boisku i duża aktywność w ofensywie Altintopa skutecznie hamowały ofensywne zakusy Brazylijczyka. Jeszcze trudniejsze zadanie miał Maicon po zejściu z boiska  Turka, wtedy w okolicach jego sektora boiska zaczął pojawiać się Muller (grał jednak zdecydowanie dalej od linii niż Altintop), a do akcji ofensywnych co chwilę ruszał Badstuber- Niemcowi udało się wtedy kilkakrotnie dośrodkować piłkę w pole karne.

Broniąc tworzył Inter w pomocy pierwszą zaporę w postaci Eto'o, Zanettiego, Sneijdera i Pandeva. Pomijając Zanettiego są to z założenia zawodnicy bardzo ofensywni. Nie zmienia to jednak faktu, iż fenomenalnie się ustawiali, przesuwali, walczyli, odbierali piłki i utrudniali  rozegranie. I choć najlepsze zagrania zawodnicy ci pokazują, gdy Inter jest przy piłce, najcięższą pracę wykonują, gdy jej nie ma. Osobiście uważam, iż geniusz Jose Mourinho w przypadku Interu polega na tym, że Eto'o i Pandev zrozumieli, że nie muszą błyszczeć na boisku żeby ich drużyna zdobywała tytuły. Kto pamięta Eto'o grającego w Barcelonie wie, że zawodnik ten również walczył  tam o piłkę, dawał sygnał do pressingu, ale kto wyobrażał go sobie wtedy grającego praktycznie na pozycji prawego obrońcy? Nikt. W Interze podporządkował się taktyce, strzela znacznie mniej bramek, ale zespół odnosi sukcesy.

Harujący w obronie włoski zespół po odzyskaniu piłki przechodził do błyskawicznego ataku. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że zazwyczaj na połowie przeciwnika przebywał tylko Milito. Miał on za zadanie przyjąć i przetrzymać piłkę w oczekiwaniu na wbiegających partnerów (Pandev, Sneijder, Eto'o).


Trzeba przyznać, iż z rosłymi obrońcami radził sobie Argentyńczyk całkiem dobrze. Bardzo często szukał sobie wolnego pola, schodził do boku, skupiał na sobie uwagę obrońców, zostawiając bardzo dużo miejsca w polu karnym dla innych ofensywnych zawodników (właśnie dzięki takim zagraniom swoje sytuacje mieli Sneijder i Pandev).


Szybki zagrania z pierwszej piłki, klepki i drybling były idealną bronią na wolnych i mało zwrotnych Van Buytena i Demichelisa. Kibice zastanawiający się po co Mourinho trzyma na na bokach pomocy napastników zamiast wpuścić tam nominalnych skrzydłowych odpowiedzi szukać powinni w ofensywnych akcjach mistrzów Włoch. Znajdujący się z boku pola karnego Milito wyciąga ze sobą środkowego obrońcę co powoduje pojawienie się wolnej przestrzeni w obrębie "16" - wchodzący w nią z głębi pola szybki i skuteczny napastnik jest wtedy kluczem do sukcesu. Podobnie wygląda sytuacja, gdy Inter wychodzi z kontratakiem, a piłka jest pod nogami Sneijdera - mając do wyboru trzech świetnych snajperów bez wątpienia wybierze Holender najskuteczniejsze rozwiązanie.

Inter spotkanie z Bayernem wygrał, gdyż zagrał z większa konsekwencją, był skuteczny. I choć bramki zdobywał jedynie Milito, to Inter dysponował zdecydowanie szerszym wachlarzem rozwiązań ofensywnych. Bawarczycy praktycznie każdą piłkę grali do podwajanego Robbena, z nadzieją, że coś wymyśli. Na tym etapie rozgrywek przeciwnicy wiedzą o sobie wszystko, gra każdego zawodnika rozkładana jest na czynniki pierwsze. Moim zdaniem, zdecydowanie lepiej z tych informacji skorzystali Mediolańczycy obnażając zarówno ofensywne jak i defensywne słabości Bayernu. Udało im się to, gdyż ich największe gwiazdy zrozumiały, iż są tylko trybikami w znakomicie funkcjonującej maszynie.

Tekst ten ukazał się także na stronie InterMediolan.com