wtorek, 8 czerwca 2010

Jak grają finaliści - Holandia i Ghana przed Mundialem

Wybór tego meczu nie jest przypadkowy - Holendrzy wystąpili w tym spotkaniu już bez Robbena (wszystko wskazuje na to, że zawodnik Bayernu nie wystąpi w spotkaniach grupowych). Była również okazja, by kolejny raz sprawdzić jak prezentuje się Ghana bez swojego serca, mózgu i płuc - Essiena.




Obie drużyny zagrały identycznym ustawieniem 4-2-3-1, w którym kluczową rolę pełnili gracze z numerem "10" na koszulkach - Wesley Sneijder i Stephen Appiah. Swoją analizę rozpocznę od piłkarzy z Afryki.

Blok defensywny złożony był z czterech piłkarzy, grali oni w linii, często próbowali łapać Holendrów na pozycji spalonej (przy świetnych prostopadłych piłkach Sneijdera i Van Bommela i bardzo dobrych wyjściach na pozycje Van Persiego, Kuyta, Affelaya (Van der Vaarta) okazało się to być zgubne - zdjęcie nr 2)


Mimo tego, iż przez większą część spotkania podopieczni trenera Rajevaca nie byli w posiadaniu piłki grali dość wysoko, nie cofali się w głąb własnego pola karnego. Boczni obrońcy nie wspomagali akcji ofensywnych, bardzo szerokie ustawienie Kuyta i Afellaya ograniczało ich zapędy. 

Muszę przyznać, iż dość dobrze wyglądało bronienie w trakcie stałych fragmentów gry, widać było, iż indywidualne krycie na jakie zdecydował się trener jest wykonywane w bardzo skuteczny sposób.


Sprowokowało to jednak Holendrów do wykonywania rzutów rożnych w  inny sposób - po zagraniu piłki na 25 metr i uderzeniu z powietrza zdobyli bramkę.

Bazowe ustawienie 4-2-3-1 w obronie wyglądało nieco inaczej, grający dość ofensywnie Muntari i Owusu-Abuye cofali się na pozycje klasycznych bocznych pomocników i wchodzili w skład czteroosobowej linii pomocy ustawionej tuż przed obroną. Wyżej ustawiony był Appiah, a przed nim Amoah.


Będąc przy piłce zdecydowanie najbardziej cofniętym pomocnikiem był Anah, przed nim grał Boateng, któremu zdarzało się jednak wspierać akcje ofensywne. Zazwyczaj działo się to wtedy gdy bardzo długo prowadził piłkę docierając z nią aż pod pole karne przeciwnika. Pomijając te sytuacje, formację Ghany można podzielić na dwie części, na zawodników tylko i wyłącznie broniących i na zawodników odpowiedzialnych za atak (Muntari, Appiah, Owusu-Abuye i Amoah). 

Wprowadzone w przerwie liczne zmiany nie spowodowały jakichkolwiek zmian w taktyce, choć przyznać trzeba, iż grający na pozycji Amoaha Gyan zdecydowanie lepiej sprawdzał się w roli wysuniętego napastnika, który musi czasem przytrzymać piłkę lub też ją zgrać. Dobrze cofał się po futbolówkę, uciekał obrońcom, szukał wolnego pola. Ghana próbowała grać pressingiem, trzeba jednak  stwierdzić, iż jest to element nad którym muszą piłkarze jeszcze pracować - nie wspierali się wzajemnie, nie podchodzili do przeciwnika w jednej chwili, nie mieli więc Holendrzy większych problemów z wyprowadzeniem piłki. Bardzo zagęszczona środkowa strefa boiska była dla piłkarzy z Afryki wielkim problemem, bardzo ciężko im było się przez nią przebić, zaliczyli dużą ilość strat - dlatego też często próbowali swoje akcje rozpoczynać skrzydłami. Zawodnik grający blisko linii bocznej może zagrać piłkę do środka, do przodu lub zdecydować się na akcję indywidualną - mała ilość piłkarzy ofensywnych powodowała, iż pierwsze dwie opcje nie wchodziły raczej w grę.

Różnice w posiadaniu piłki były ogromne (70%-30%) mimo dokładnie takiego samego ustawienia obu drużyn. Holenderskie 4-2-3-1 tylko z nazwy przypominało jednak wyżej omówione 4-2-3-1 zaprezentowane przez Ghanijczyków.

Przede wszystkim w ekipie holenderskiej atakował cały zespół - bardzo ofensywnie grali van Bronkchorst i van der Wiel, często do akcji ofensywnych włączali się również van Bommel i de Jong. Gra Holendrów bazowała jednak na bardzo agresywnym, skoordynowanym pressingu na całym boisku - idealnie widać to na poniższym zdjęciu. 


Bardzo mocno wyglądali Oranje przede wszystkim w środku pola, bez problemów przebijali się przez środkowa strefę boiska, grali na jeden kontakt, wychodzili na pozycje, dogrywali prostopadłe piłki. Choć oczywiście zdjęcie nie jest w stanie tego oddać, to za pomocą czerwonych strzałek starałem się pokazać ruch zawodników, a za pomocą czarnych piłki (widać to powyżej na zdjęciu numer 2). Bardzo podobała mi się szczególnie gra Sneijdera, który mimo, że ustawiony był w pobliżu dwóch defensywnych pomocników przeciwnika, swoim ruchem stwarzał sobie miejsce do dogrania prostopadłej piłki (trzy bramki zawdzięczają Holendrzy takim zagraniom). Oprócz wysuniętego van Persiego, piłki te grane były również do wchodzących ze skrzydeł Kuyta (Babela) i Afellaya (Van der Vaarta). W bitwie o środkową strefę boiska bardzo ważne role odegrali defensywni pomocnicy - van Bommel i de Jong. Na poniższym zdjęciu widać ich ustawienie, da się wyraźnie zauważyć, iż grają zdecydowanie głębiej niż Kuyt, Sneijder i Afellay.


Rozbijali oni ataki przeciwnika, ale również uczestniczyli w rozgrywaniu piłki, przerzucali ją w wolne sektory boiska. 

Świetnie wyglądała gra Holendrów oparta o grającego z przodu van Persiego. Zawodnik Arsenalu nie tylko zgrywał piłki do kolegów, ale również wychodził do prostopadłych piłek i znakomicie się ustawiał przy dośrodkowaniach - trzeba przyznać, iż repertuar akcji ofensywnych drużyny Oranje jest bardzo urozmaicony nawet bez Robbena. Czasem w rozegraniu piłki na połowie przeciwnika uczestniczy aż 8 zawodników.

Jeżeli chodzi o grę typowo obronną, to wspierana przez dwóch środkowych pomocników linia obrony wygląda dość solidnie, dobrze współpracuje, poszczególni piłkarze znakomicie się ustawiają. Co ważne, potrafią się dostosować do sytuacji boiskowej (gdy zostaje tylko jeden napastnik nie potrzeba czterech, czy nawet trzech obrońców żeby się nim opiekować). Defensorzy są skuteczni również w trakcie stałych fragmentów gry, indywidualne krycie przynosi wtedy efekty. 


Bramka dla Ghany padła po głupim błędzie indywidualnym, który mógł wynikać z rangi spotkania. I choć defensywa Holendrów nie została w tym spotkaniu poddana bardzo mocnej próbie to prezentuje się solidnie.

Wydaje się, iż pozbawiona Essiena Ghana nie ma w turnieju większych szans. Holendrzy dla odmiany, nawet bez Robbena, powinni spędzić w RPA zdecydowanie więcej czasu, choć w gronie ścisłych faworytów ich nie widzę.

* Bardzo przepraszam za jakość zdjęć, niestety czasem nie udaje się ściągnąć meczu w wysokiej rozdzielczości.






niedziela, 6 czerwca 2010

Jak grają finaliści - Włochy i Meksyk przed Mundialem

Muszę przyznać, iż z prawdziwą przyjemnością oglądałem spotkanie Mistrzów Świata z Meksykiem. Jego analiza okazała się jednak dla mnie bardzo trudna, wielokrotnie zatrzymywałem mecz, powtarzałem akcje, kreśliłem po kartce. Mam jednak nadzieję, że finalny efekt mojej pracy rzetelnie oddaje to co działo się na boisku.


Ustawienie podopiecznych trenera Aguirre było bardzo, ale to bardzo ciekawe, szczególnie w defensywie. Na wstępie należy podkreślić, iż powyżej zaprezentowany schemat dotyczy tylko i wyłącznie pierwszej połowy, po przerwie doszło w obu zespołach do pewnych przesunięć. Teoretycznie oba zespoły rozpoczęły spotkanie w jakże popularnym obecnie 4-3-3. Bardzo długo wahałem się jednak, czy w odniesieniu do graczy w ciemniejszych koszulkach nie należy mówić o 4-1-2-3, ze względu na pozycję Marqueza, który często asekurował środkowych obrońców, wchodził w linię obrony, bądź też pełnił rolę jednego ze środkowych obrońców (szczególnie na początku meczu) - nie zdecydowałem się jednak na ten manewr ze względu na liczne wyjścia zawodnika Barcelony do przodu- nie można powiedzieć więc żeby grał on za Juarezem i Torrado. 

Grze zawodnika mistrza Hiszpanii należy poświęcić zdecydowanie więcej miejsca, mimo iż przebywał on na boisku jedynie przez 45 minut. Meksykanie wymieniali szybko piłki w środku pola, ich gra opierała się na dużej wymienności pozycji i otwartości na piłkę, gdy jednak w danym sektorze boiska robiło się tłoczno, to otrzymawszy piłke Marquez długim crossem przerzucał ciężar gry do innego sektora, trzeba przyznać, iż była to taktyka bardzo skuteczna - Włosi nie byli w stanie przechwycić futbolówki, mieli piłkę przy nodze zdecydowanie rzadziej. Mając w środku pola takie gwiazdy jak De Rossi czy Pirlo (Marchiso to dopiero gwiazda wschodząca) nie byli w stanie Mistrzowie Świata wygrać rywalizacji w tej strefie - niesamowita ruchliwość i bardzo dobra szybkość przeciwników powodowała, że najzwyczajniej w świecie piłkarze z Półwyspu Apenińskiego nie nadążali za akcją. Trójka napastników Meksyku (Hernandez, Vela, Dos Santos) to melodia przyszłości, każdy z nich indywidualnie w swoich klubach będzie jeszcze długo musiał walczyć o uznanie i podstawową jedenastkę. Ich współpraca wygląda jednak wyśmienicie - choć nie ma tu wymienności pozycji, to mamy do czynienia z przeprowadzaniem akcji na bardzo dużej szybkości, z bardzo dobrymi prostopadłymi podaniami, z wzajemnym zrozumieniem i wyczuciem. Vela nieco częściej wchodzi ze skrzydła na środek ataku (w ten sposób zdobył bramkę), Dos Santos częściej ścina do środka i wrzuca lub strzela, Hernandez znakomicie wspiera obu w ich sektorach boiska i wschodzi na podawane piłki. Właśnie od napastników rozpoczyna się dość ostry pressing drużyny (będę później prezentował print screeny pokazujące pressing Włochów, w ich przypadku funkcjonował on jedynie w ostatniej fazie spotkania).


Grająca w pierwszej połowie 4 linia defensywy Meksyku po przerwie zmieniła się w blok 3-osobowy (schemat znajduje się na końcu tekstu) - i przyznać muszę, iż w obu przypadkach wyglądało to bardzo dobrze. Przed przerwą wspierani przez Marqueza stoperzy bardzo skutecznie ograniczyli ofensywne poczynania Di Natale, Gilardino i Iaquinty.


Dodatkowo boczni obrońcy angażowali się w akcje ofensywne stwarzając przewagę w bocznych sektorach boiska. Po zejściu Marqueza przeszedł Meksyk do ustawienia 3-4-3 przy czym pamiętać trzeba, iż w takim systemie skrajni pomocnicy również bronią. Zaprezentowany poniżej obrazek pokazuje również zmianę ustawienia drużyny Lippiego po przerwie (o tym później).


Zmiana ta wydawała się być logiczną odpowiedzią na włoskie 4-4-2, oparte na Pepe i Marchiso wrzucających piłki na środkowych napastników- by ich zneutralizować należało wystawić graczy na bokach pomocy (w ustawieniu 4-3-3 takich nie ma), ponadto trójka środkowych obrońców w zupełności wystarczy by powstrzymać dwóch napastników. W trakcie stałych fragmentów gry stosują Meksykanie, w przeciwieństwie do swoich rywali, krycie indywidualne - jak pokazało to spotkanie jest w tym elemencie jeszcze trochę do poprawienia.


Niewiele dobrego można napisać o grze Włochów, prawda jest taka, że dali się zdominować- zupełnie nie radzili sobie z szybszymi, bardziej zwinnymi i dynamicznymi przeciwnikami. Grając zarówno w ustawieniu 4-3-3 jak i 4-4-2 mieli podopieczni Lippiego duże problemy z tworzeniem sytuacji. Mimo dwóch dobrych dośrodkowań cały czas zastanawiam się jak można wierzyć, że gracz o charakterystyce Iaquinty sprawdzi się na skrzydle - rozumiem, że gdy dośrodkowanie idzie z przeciwnej strony boiska to gracz Juventusu może wbiec z głębi w pole karne i stworzyć zagrożenie, prawda jest jednak taka, że dużo lepiej wygląda on na środku (w drugiej połowie grał właśnie lekko cofniętego środkowego napastnika). Trudno było się doszukać jakiegoś schematu w grze Włochów, podobały mi się jedynie prostopadłe podania z pierwszej piłki, celowo grane z zaskoczenia, zarówno przez obrońców jak i pomocników. Pirlo z Marchisio grający przed De Rossim nie byli jednak w stanie zbyt skutecznie rozgrywać piłki, pomocnik Juventusu często schodził do swojej lewej strony co z jednej strony dawało Pirlo dużo miejsca, z drugiej powodowało powstanie luki gdy Włosi nie byli przy piłce. Kilka ofensywnych wejść Criscito pozwoliło stworzyć przewagę na lewym skrzydle (Di Natale, Marchisio, Criscito), ogólnie rzecz biorąc gra Włochów nie wyglądała jednak dobrze. Troszeczkę zmieniło się po przerwie, wprowadzony za Di Natale Pepe, choć nie pokazał się z najlepszej strony, to pełnił rolę prawdziwego skrzydłowego, grał szeroko, biegał do linii końcowej i dośrodkowywał, przesunięty na lewą stronę pomocy Marchisio również prezentował się lepiej, a grający w poziomie, a nie w pionie De Rossi i Pirlo lepiej współpracowali. Choć gra Włochom do 30metra się układała, to ciągle mieli problemy z ostatnim podaniem. Grali wreszcie pressingiem, co skutkowało większą ilością przejętych piłek.


Grając w pierwszej połowie ustawieniem 4-3-3 w defensywie Włosi stali 4-5-1, przekształcając podstawowy wariant w 4-4-2 broniąc Mistrzowie Świata ustawieni byli 4-4-1-1. Widać to na zaprezentowanym poniżej zdjęciu, które równocześnie pokazuje obronę, grającą aktywnie w linii, starającą się łapać rywali na pułapki offsajdowe (jak widać niezbyt skutecznie, tak stracili bramkę nr 2).


Przy stałych fragmentach gry Włosi stosowali strefę, mający dość duże problemy ze złamaniem jej Meksykanie zdecydowali się na bardzo ciekawy manewr polegający na graniu płaskich piłek przed pole karne i ostrzeliwaniu bramki Buffona z dystansu (szczególnie Salcido).



Poniżej znajdziecie schemat pokazujący ustawienie po przerwie, widać na nim wyraźnie, iż obie drużyny dokonały w tym aspekcie zmian.


Włosi to aktualni Mistrzowie Świata, drużyna turniejowa- tak więc dla kibiców nie powinno być jeszcze powodów do zmartwień. Osobiście jednak uważam, iż genialny trener, jakim bez wątpienia jest Lippi, nie ma pomysłu na tę drużynę. W porównaniu do składu jakim dysponował cztery lata temu brakuje mu jakości, co mnie jako kibica Azzurrich szczególnie boli. Meksyk, dla odmiany, może w mojej ocenia okazać się czarnym koniem turnieju - bardzo podobał mi się sposób gry tej drużyny, świetna dla oka, szybka i dynamiczna piłka.

piątek, 4 czerwca 2010

Jak grają (z Polską) finaliści - Serbia przed Mundialem

Maraton spotkań towarzyskich przed Mistrzostwami Świata trwa. Wybór analizowanego meczu mógł być tylko jeden, budowana na Euro 2012 drużyna trenera Smudy zmierzyła się z finalistą Mundialu - Serbią. Warto podkreślić, iż warunki atmosferyczne mogły znacząco utrudniać realizację niektórych założeń taktycznych.


Polacy, tak jak z Finlandią zagrali ofensywnie, trener Smuda zdecydował się na wariant z drugiej połowy spotkania w Kielcach, co oznacza, że spośród trzech pomocników profil dwóch  (Mierzejewski, Peszko) wyraźnie sprzyjał grze do przodu. Doszło do próby zastosowania na obu skrzydłach skutecznego z Finami zagrania polegającego na tworzeniu przewagi liczebnej w bocznych sektorach boiska (Błaszczykowski, Mierzejewski, Piszczek na prawej, Nowak, Sadlok, Peszko na lewej). Od razu należy zaznaczyć, że zdecydowanie lepiej wyglądało to na skrzydle prawym. Polacy zagrali bardzo agresywnym pressingiem, bardzo utrudniali rozegranie, na krok nie odstępowali Stankovica, podchodzili bardzo wysoko- w pierwszej połowie bardzo często przejmowali w ten sposób piłkę. Choć kolejny raz spotkanie zakończyło się wynikiem bezbramkowym to przyznać trzeba, iż sytuacji nie brakowało - również pod Polską bramką, co było wynikiem wysokiej gry naszego zespołu i wystawienia pięciu zawodników o typowo ofensywnych cechach. Cieszy mnie to, że trener ma pomysł na kadrę i się go trzyma, szlifuje w kolejnych spotkaniach. Prawdziwym testem będzie jednak pojedynek z Hiszpanią, pokaże on czy tak ofensywnie ustawiony zespół ma jakiekolwiek szanse z drużyną zdecydowanie lepszą.

Serbowie spotkanie z Polską zagrali ustawieniem 4-4-2. W pierwszej połowie kluczową rolę pełnił w nim Nicola Zigic. Ten rosły napastnik był wykorzystywany niemalże w każdej akcji do zgrania piłki, gdy Serbowie nie radzili sobie z agresywnym pressingiem starali się długimi podaniami minąć linię pomocy i skierować piłkę prosto do Zigica, którego zadaniem było przyjęcie jej lub zgranie. Zdjęcie poniżej  (1) prezentuje sytuację tuż po takim zgraniu, warto zwrócić uwagę jak głęboko w stosunku do swoich partnerów jest Zigic ustawiony.


Co ciekawe, również przy rzutach z autu (zdjęcie nr 2), pełnił napastnik Birmingham City kluczową rolę, jego zadanie polegało na przedłużeniu piłki w okolice środka pola karnego. Osobiście jestem zdania, iż uzależnianie gry drużyny od wysokiego napastnika jest bardzo groźne, o czym swego czasu przekonali się nawet Włosi (Toni). Taki napastnik, w większości sytuacji, jest później wyłączony z gry ofensywnej (zdjęcie 1 pokazuje jak daleko jest za akcją), nie może spełniać swojego podstawowego zadania jakim jest strzelanie bramek. Powoduje jeszcze jedną rzecz- każdy zawodnik mający futbolówkę przy nodze najprostsze rozwiązanie widzi w zagraniu długiej piłki na najwyższego człowieka na boisku.  Mniej jest wtedy gry po ziemi, klepek, wyjść na pozycje, przyspieszenia gry. Dlatego też pozbawieni Zigica Serbowie po przerwie prezentowali się lepiej, częściej byli w posiadaniu piłki.

Serbowie w spotkaniu z Polską grali bardzo głęboko, momentami całą drużyną byli ustawieni na swojej połowie (można przyjąć, iż mają tak zamiar grać w meczu przeciwko Niemcom), czym zdecydowanie utrudniali sobie przeprowadzanie akcji ofensywnych.


Dejan Stankovic został bardzo dobrze wyłączony z gry przez polskich zawodników, choć przyznać trzeba, iż nie zawsze następowało to w zgodzie z przepisami. Odniosłem wrażenie, iż gra Serbów przed przerwą opierała się w zasadzie na indywidualnych akcjach poszczególnych zawodników, mało było wyćwiczonych schematów, współpracy. Zwróciłem jedynie uwagę na sposób gry napastników tuż przed naszym polem karnym - grali oni  bardzo szeroko, co sprawiało poważne problemy naszej defensywie.


W ten sposób przez całe spotkanie tworzyli sobie Serbowie sytuacje bramkowe- nie ulega wątpliwości, iż wykorzystywali do tego ofensywną grę naszych bocznych obrońców, obu zdarzały się problemy z powrotem na czas. Prawda jest taka, że Jovanovic i Klasic nie powinni mieć większych problemów z mijaniem ich na pełnej szybkości (utrudniały to jednak warunki atmosferyczne). 

Pełna gwiazd serbska obrona (z Polską nie wystąpił Vidic) zagrała katastrofalnie słabo, a prym wiódł w tym operujący na lewej stronie transferowy cel Realu Madryt Kolarov, który nie potrafił ustawić się do Błaszczykowskiego, lekko usprawiedliwia go fakt, że nie otrzymywał należytej pomocy od kolegów gdy w jego sektorze pojawiali się Piszczek z Mierzejewskim. Bardzo bierna w pierwszych 45 minutach linia pomocy ożyła po przerwie, zawodnicy wychodzili na pozycje, pokazywali się do zagrania, współpracowali, wymieniali krótsze podania. Gdy w środku pola robiło się ciasno zagrywali na skrzydła, nie stali tak jak w pierwszej połowie i nie oczekiwali, że boczni pomocnicy miną trzech rywali w jednej akcji.

Nie uważam, iż zmiana jakości gry Serbów w drugiej połowie wynikała ze zmiany taktyki. Nie uważam również, że wynikała z wprowadzenia na boisko lepszych zawodników. Moim zdaniem, profil wprowadzonych zawodników był decydujący. Brak Zigica powodował konieczność grania po ziemi. Serbowie to bez wątpienia lepsza technicznie drużyna - dlatego też byli w stanie dłużej utrzymywać się przy piłce, tworzyć sytuacje bramkowe. Wszystko wskazuje na to, że przed spotkaniem z Polską trener Antić nie miał jeszcze gotowego pomysłu na to jak zagrać podczas MŚ. Wydaje mi się, że po meczu z podopiecznymi Franciszka Smudy wie już jak nie należy zagrać.

wtorek, 1 czerwca 2010

Real Madryt - Barcelona (10.04.2010) - Katalończycy wygrywają kluczowe spotkanie

Choć liga hiszpańska dawno już zakończyła swoje rozgrywki to warto do niej wracać. Real z Barceloną szły łeb w łeb pobijając wszelkie możliwe rekordy. Kluczowym dla sezonu 2009/2010 spotkaniem był kwietniowy pojedynek obu zespołów - właśnie dlatego zdecydowałem się na analizę gry podopiecznych Guardioli i Pellegriniego. Ze względu na wagę spotkania uznałem, iż obu zespołom należy poświęcić podobną ilość miejsca, dlatego też zdecydowałem się podzielić tę analizę na dwie części. Przedstawiając ofensywne poczynania Realu będą pokazywał jak zareagowała na nie Barcelona, później opiszę odwrotną sytuację.

Real Madryt spotkanie z Barceloną rozpoczął w ustawieniu 4-3-1-2 (Arbeloa, Garay, Albiol, Ramos - Alonso, Gago, Marcelo - Van der Vaart - Ronaldo, Higuain). W ustawieniu Realu szczególną uwagę należy zwrócić na kilku zawodników - Sergio Ramosa, Cristiano Ronaldo i Rafaela Van der Vaarta. Ten pierwszy grając na pozycji prawego obrońcy miał bardzo duże możliwości jeżeli chodzi o ofensywne wejścia - Real grał bez prawego pomocnika, a grający w ataku Higuain rzadko schodził do tego sektora boiska, oznacza to, że reprezentacyjny obrońca miał przed sobą bardzo dużo wolnego miejsca. Wielokrotnie korzystali z tego piłkarze ze stolicy przenosząc ciężar rozgrywania akcji właśnie w tę strefę.


Bardzo ciekawe było również ustawienie Van der Vaarta grającego za dwójką napastników. Holender, oprócz tego, że odpowiedzialny był za zagrywanie piłki do Higuaina i Ronaldo, bardzo często korzystał z zejścia Portugalczyka do lewej strony i wchodził w jego miejsca w ataku (właśnie tak stworzył Real swoją najgroźniejszą sytuację w meczu). W tym miejscu warto powiedzieć, iż Barcelona robiła co mogła by jak najbardziej ograniczyć Holendrowi możliwości rozegrania piłki, bardzo często był wypychany jak najdalej od bramki Victora Valdesa (co ciekawe opiekowali się nim dość regularnie środkowi obrońcy). 


Mimo tego, iż nawet na zaprezentowanym powyżej diagramie Cristiano Ronaldo znajduje się na pozycji napastnika to trzeba powiedzieć, iż nie był przywiązany do jednej pozycji - często cofał się po piłkę, rozgrywał ją, dośrodkowywał ze skrzydła, starał się stwarzać zagrożenie praktycznie we wszystkich sektorach boiska. 

Napastnicy i pomocnicy Realu stosowali bardzo wysoki pressing, szczególnie gdy przy piłce był Victor Valdes, uniemożliwiając mu krótkie rozegranie piłki dążyli do jej szybkiego przejęcia.


Gdy Real rozgrywał piłkę w ataku pozycyjnym pozycje środkowych obrońców asekurował Busquets, który grał zdecydowanie najgłębiej z  pomocników Barcelony. Przed nim grał Keita. Wydaje się, iż swoim zachowaniem reagował na boiskowe wydarzenia, Anglicy określiliby go mianem box-to-box midfielder, zawodnika który biega od pola karnego do pola karnego, wspomaga zarówno obrońców jak i piłkarzy ofensywnych. I tak jak rolą Busquetsa było głównie powstrzymywanie Van der Vaarta tak Keita musiał reagować na ofensywne wejścia Gago i Marcelo. Dal katalońskiej gry obronnej bardzo ważna była również postawa Pedro i Alvesa (Maxwella) - na poniżej przedstawionym zdjęciu bardzo dobrze widać, iż są oni ustawieni tak, by uniemożliwiać bocznym obrońcom ofensywne wejścia.


Poprzednie spotkania obu tych drużyn pokazywały, iż Real był w stanie stwarzać zagrożenie po stałych fragmentach gry i choć w tym spotkaniu królewscy bramki nie zdobyli, to należy zauważyć, iż jedna dogodna sytuacja powstała w wyniku rozegrania rzutu rożnego przy niezbyt szczelnej strefie Katalończyków - Alonso znajdzie się za chwilę sam w"piątce". 


Jeżeli chodzi o sytuacje stwarzane z gry, to pomijając setkę Van der Vaarta, nie miał Real klarownych sytuacji - zazwyczaj nie potrafiąc sforsować defensywy piłkarzy z Katalonii decydowali się gospodarze na oddanie strzału z dalszej odległości. Takiemu stanowi rzeczy próbował zaradzić trener Pellegrini, wprowadzając na boisko Gutiego, Raula i Benzeme. Po wprowadzeniu dwóch pierwszych rezerowowych (w miejsce Marcelo i Van der Vaarta) grał Real praktycznie ustawieniem 4-4-2 z Cristiano Ronaldo na lewym skrzydle.


I choć w statystykach z tego spotkania dostrzec można przewagę Realu w liczbie oddanych niecelnych i celnych strzałów, to należy podkreślić, iż Barcelona stworzyła cztery stuprocentowe sytuacje, podczas gdy gracze Realu jedynie dwie.

Nie ma w tym miejscu większego sensu opisywanie sposobu w jaki Barcelona tworzy swoje sytuacje, każdy kibic go zna i podziwia. Przed skupieniem się na rozstrzygającym dla wyniku tego spotkania czynniku zwrócę tylko uwagę na kilka w miarę oczywistych szczegółów. Barca nie tylko słynie z umiejętności wymieniania niezliczonej ilości podań, z konstruowania pięknych akcji ofensywnych, ale także z bardzo agresywnego pressingu zakładanego przez cały zespół.


Właśnie w ten sposób, dzięki bardzo szybkiemu przejęciu piłki, doprowadzają Katalończycy do statystyk, w których mają zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki. Gdy już ją przejmą, występująca z przodu trójka gra bardzo szeroko, rozciągając do maksimum obronę przeciwnika (na poniższym zdjęciu bardzo ładnie widać również ustawienie obrony piłkarzy ze stolicy). 

U góry widzimy prowadzącego piłkę Messiego. Przez cały mecz zawodnicy Pellegriniego robili jednak wszystko, by uniemożliwić Argentyńczykowi obrócenie się przodem do brami po przyjęciu piłki  (ciekawe jest to, że wszystkie sytuacje bramkowe w tym spotkaniu stworzył Messi otrzymując futbolówkę  zagraną przed siebie, nie musiał jej przyjmować tyłem do bramki, nie rozpoczynał rajdu z bocznych sektorów boiska), bardzo często podwajając krycie próbowali wypychać piłkarza Barcelony jak najdalej od własnego  pola karnego.


Pisząc o poczynaniach defensywnych Realu należy jeszcze zwrócić uwagę na odmienny do Katalończyków sposób ustawienia się przy stałych fragmentach gry - zawodnicy Realu kryli indywidualnie i w tym spotkaniu okazało się to być skutecznym rozwiązaniem.

Nie miało to może większego znaczenia dla taktyki, miało jednak wpływ na płynność rozgrywania akcji -warto więc zwrócić uwagę na zmiany przeprowadzone przez Pepa Guardiolę w przerwie. Co ciekawe, nie były to zmiany polegające na wprowadzeniu na boisko nowych zawodników, a jedynie na przesunięciu niektórych na inne pozycje. I tak: cofnięty został Dani Alves, w pierwszej połowy grający jako jeden z trzech napastników (wydaje się, że potrzebuje on więcej wolnego miejsca na boisku, żeby być skutecznym), Pedro przeszedł z lewego skrzydła na prawe, na lewy atak powędrował Maxwell (zmieniony później przez Iniestę), a jego miejsce po lewej stronie bloku defensywnego zajął Puyol. Wyglądało to tak:


Najbardziej kluczowe były jednak karygodne błędy w ustawieniu piłkarzy Realu, które doprowadziły do stworzenia przez Barcelonę aż czterech doskonałych sytuacji bramowych. Za pomocą czerwonych linii zaznaczyłem jak wiele miejsca miał na boisku mózg Barcelony - Xavi. Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, że najważniejszy dla ofensywnych poczynań Barcelony piłkarz nie jest kryty, podczas gdy wszyscy inni zawodnicy Blaugrany mają swoich opiekunów. Moim zdaniem błąd ten wynika z ustawienia defensywnego Realu.


Nie jestem zwolennikiem krycia indywidualnego, uważam, że najskuteczniejsza jest metoda polegająca na przejmowaniu zawodników przebywających w danej strefie boiska. Nie ulega dla mnie jednak wątpliwości, że kluczowa dla jakiejkolwiek akcji ofensywnej jest środkowa strefa boiska. Nie może  więc dojść do sytuacji, w której nie przebywa w niej żaden zawodnik drużyny broniącej. Nie wydaje mi się, żeby było to efektem jakieś niewiarygodnie przebiegłej taktyki przygotowanej przez Guardiolę- było to raczej wynikiem niedopracowania taktyki Realu, być może bardzo złej współpracy między poszczególnymi piłkarzami. Fakt, iż Alonso przy wszystkich podaniach jest przed linią piłki oznacza, że w tym sektorze powinien przebywać ktoś z dwójki Marcelo-Gago. Zw względu na to, że Real grał bez bocznych pomocników Gago i Marcelo często przejmowali piłkarzy w bocznych sektorach (Maxwell, Pedro, Alves, Puyol), Van der Vaart stał w okolicach Keity lub Busquetsa i nie było nikogo, kto przeszkadzałby Xaviemu. Uważam, iż było to absolutnie kluczowe dla wyniku meczu.





Jak grają finaliści - Australia i Nowa Zelandia przed Mundialem

Na wstępie muszę się szczerze przyznać, iż niezbyt często przychodzi mi oglądać obie drużyny w akcji, a już szczególnie Nową Zelandię. Podejrzewam jednak, iż nie jestem w tym względzie odosobniony. Mam więc nadzieję, że dzięki mojej analizie większość z Was dowie się jak grają te drużyny. A grają ciekawie.


Dotychczas przeprowadziłem na tym blogu kilkanaście analiz. Dzięki drużynie Nowej Zelandii pierwszy raz trafiło mi się jednak bardzo ciekawe ustawienie 3-4-3. Choć "All whites" ten mecz ostatecznie przegrali, to moim zdaniem byli drużyną lepszą, a ich taktyka w konfrontacji z australijskim 4-2-3-1 okazała się bardzo skuteczna. Ciężko jest na wykresie oddać położenie względem siebie piłkarzy obu drużyn dlatego też posiłkuję się print screenem.


Nowozelandczycy grając trójką w obronie mieli ułatwione zadanie, w pierwszej fazie akcji musieli jedynie powstrzymać osamotnionego Australijczyka (Scott McDonald), dopiero później dochodziła do niego trójka piłkarzy ofensywnych (Bresciano, Cahill, Vidosic)- odległość między tymi formacjami była jednak bardzo duża, stąd też bardzo wysoka ilość strat piłkarzy w żółtych koszulkach. Warto jednak w tym miejscu podkreślić, iż ze względu na swoje warunki  fizyczne były piłkarz Celticu nie jest idealny do tego systemu gry (meczem z Nową Zelandią nieskutecznie walczył o miejsce w samolocie do RPA) i można się w tym dopatrywać jednego z decydujących o nieskuteczności kreowania akcji czynników.  Wyższy, lepiej zbudowany, silniejszy napastnik byłby w stanie dłużej przytrzymać piłkę, czy tez celniej ją zgrać. Dodatkowo udawało się obrońcom często łapać byłego kolegę Artura Boruca na spalonym.

Paradoksalnie właśnie po nieudanych pułapkach offsajdowych stracili Nowozelandczycy obie bramki (trudno jest to oddać na zdjęciu, ale przy pierwszym golu zawodnik australijski nie znajdował się na spalonym, a dodatkowo piłka została przypadkowo zagrana przez zawodnika reprezentacji Nowej Zelandii).



Jako, że ustawienie 3-4-3 jest raczej rzadko spotykane poniżej wklejam printscreena z defensywnej akcji, w której jest ono idealnie widoczne. 



Boczni pomocnicy w ustawieniu 3-4-3 dostosowują swoją grę do boiskowych potrzeb, i tak grający na prawej stronie Bertos musiał często wspomagać trójkę piłkarzy defensywnych, gdyż na liczne ofensywne wyjścia pozwalał sobie lewy australijski obrońca (Carney) - w zamyśle operujący po lewej stronie boiska Bresciano miał schodzić do środka i rozgrywać tam piłkę z Cahillem, podczas gdy lewy obrońca miał wykorzystywać wolne miejsce w sektorze boiska przed sobą. Nieco spokojniej było na drugiej flance, Lochhead balansował grę do przodu i do tyłu, grał bezpiecznie. Bardzo dobrze na pierwszym zdjęciu widać, iż piłkarze trenera Herberta mieli jednego zawodnika mniej w środkowej strefie boiska, w praktyce jednak mieli dość dużą swobodę w rozgrywaniu ze względu na  głębokie ustawienie defensywnych pomocników z kraju kangurów. Mieli oni w zamyśle asekurować i walczyć za Cahilla umożliwiając mu swobodne rozgrywanie piłki. W praktyce jednak Culina i Grella z jednej strony nie nadążali za akcjami ofensywnymi, z drugiej nie asekurowali wystarczająco obrońców. Efektem ich postawy były duże problemy w ofensywie ekipy australijskiej- brak płynności akcji i liczne straty, a także problemy w  grze obronnej. Ustawieni w linii czterej obrońcy mieli wielkie problemy z trójką rosłych, świetnie grających w powietrzu piłkarzy ofensywnych - brakowało im wsparcia.

Wracając jeszcze raz do pierwszego zdjęcia łatwo zauważyć co się dzieje, gdy piłka mija środkową strefę boiska- w przypadku akcji zaczepnej drużyny trenera Verbeeka McDonald musi spróbować przyjąć piłkę i poczekać na partnerów. Gdy piłka znajduje się w strefie obronnej Australijczyków to zazwyczaj mamy do czynienia z sytuacją 3 vs 4 (a gdy jeden z obrońców nie zdąży wrócić nawet 3 vs 3) ,co przy dobrym zgraniu piłki prowadzi do dużego zagrożenia. Chciałem w tym miejscu szczególną uwagę zwrócić na ofensywną trojkę Killen-Fallon-Smeltz. Zawodnicy ci znakomicie ze sobą współpracowali, wymieniali się pozycjami, grali na jeden kontakt, rozumieli się. Z wielką przyjemnością patrzyło się na ich kreatywność i łatwość z jaką stwarzali sytuacje bramkowe. Poniższe zdjęcie prezentuje tylko jeden ze sposobów zgrania futbolówki, zawodnicy znajdujący się na skrzydłach swoim ruchem dają zgrywającemu dwie możliwości podania.


Po tym co zobaczyłem wydaje mi się, że Nowa Zelandia jest jedną z najbardziej niedocenianych drużyn, które wystąpią w RPA. Jeśli poprawią timeing trójki obrońców mogą być bardzo groźni. Zastanawiając się za co mogę pochwalić Australijczyków chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ciekawie rozgrywane stałe fragmenty gry.


Moim zdaniem ustawienie 4-2-3-1 stosowane przez Australię jest wysoce nieefektywne w starciu z 3-4-3. Ponadto uważam, iż w jego przypadku potencjał takich zawodników jak Cahill i Bresciano nie jest w pełni wykorzystywany. Z drugiej jednak strony dobra drużyna to podobno taka, która gra słabo, ale wygrywa. A Nowozelandczycy mimo, iż pokazali kawał dobrej piłki opartej na pressingu, szybkiej wymianie piłek i kreatywności, ze względu na błędy obrońców przegrali mecz, w którym byli drużyną lepszą - kontrolującą grę. Mimo wszystko zaryzykuję stwierdzenie, że jeżeli któraś z tych drużyn ma w Afryce sprawić niespodziankę, to będą to piłkarze występujący na biało.

niedziela, 30 maja 2010

Droga do Euro 2012: Polska - Finlandia (29.05.2010)

W nowym cyklu na blogu będę analizował grę naszej reprezentacji w spotkaniach towarzyskich. By zrobić to jak najdokładniej wybrałem się w sobotę do Kielc na spotkanie z Finlandią, niestety na stadion wszedłem dopiero w 13 minucie spotkania (serdeczne pozdrowienia dla Pana, który projektował bramki wejściowe na stadion i dla organizatorów).


Ustawienie drużyny trenera Smudy w spotkaniu z Finlandią to coś pomiędzy 4-3-3, a 4-2-3-1, jednak ze względu na bardzo ofensywną grę Mierzejewskiego należy skłonić się do wersji drugiej, czyli 4-2-3-1 (Piszczek, Wojtkowiak, Żewłakow, Dudka - Jodłowiec, Matuszczyk - Błaszczykowski, Mierzejewski, Lewandowski - Jeleń). Zasygnalizowane powyżej ustawienie linii pomocy bardzo dobrze widać tutaj:


W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę, że Lewandowski i Jeleń zamienili się w przerwie pozycjami. Goście w tym spotkaniu ustawili się bardzo podobnie, kluczową rolę w ich systemie odgrywał Jari Litmanen, lekko podwieszony pod napastnikiem, jednocześnie uczestniczący w kreowaniu gry, często cofający się  bardzo głęboko.

Boczni pomocnicy, grający bardzo ofensywnie w przypadku kontrataków schodzili do środka, próbując wykończyć akcje. Znakomicie z kieleckich trybun widać było, iż broniąć skandynawowie ustawiają się 4-4-1-1, natomiast w ataku przeobrażał się ten system w ustawienie bardzo zbliżone do polskiego.

Dość dobrze wyglądała gra defensywna polskiego zespołu (skuteczne krycie strefą przy stałych fragmentach gry), dwóch środkowych obrońców wspieranych było przez defensywnego pomocnika (Jodłowiec), boczni natomiast bardzo często podłączali się do akcji ofensywnych. Szczególnie dobrze funkcjonowało to po prawej stronie, Łukasz Piszczek bardzo często uczestniczył w akcjach zaczepnych naszej drużyny (świetnie widać to na poniższym zdjęciu wraz z opisywanym powyżej ustawieniem gości w defensywie).


Po przeciwnej stronie boiska do gry podłączał się Dariusz Dudka, trzeba jednak podkreślić, że ze względu na obecność na jego skrzydle Roberta Lewandowskiego założenia taktyczne dla zawodnika Auxerre powinny być nieco inne niż dla Piszczka. Lewandowski nie sprawdził się jednak na lewym skrzydle, zagrał bardzo słabo, nie wchodził do środka i nie zostawiał całego wolnego sektora boiska dla Dudki - dużo lepiej wypadł w tym aspekcie gry Jeleń, któremu gra w bocznym sektorze nie przeszkadzała. Oprócz obrońców za grę defensywną byli głównie odpowiedzialni jeszcze Jodłowiec i Matuszczak (częściej ustawieni byli pionowo, a nie poziomo). Trzeba przyznać, iż tworzyli razem dość dobrze współpracujący duet, gdy jednak pomocnicy rywali grali na jeden kontakt, pojawiały się problemy z nadążeniem za nimi. Widać było w naszym zespole wyraźny podział na zawodników broniących i atakujących, nie mieliśmy na boisku gracza w równym stopniu wykonującego oba te zadania, tak jak Roman Emerenko grający z numerem 7. Za poczynania defensywne była więc odpowiedzialna głównie 6 zawodników (Piszczek, Wojtkowiak, Żewłakow, Dudka, Jodłowiec, Matuszczak), za ofensywę 4 (Błaszczykowski, Mierzejewski, Lewandowski, Jeleń). Przyznać trzeba, iż ustawienie to żywo przypomina Inter Mediolan z finału LM, choć moim zdaniem ofensywni gracze z Włoch poświęcali dużo więcej uwagi defensywie niż Polacy. 

Za kreowanie akcji ofensywnych odpowiedzialni byli głównie Mierzejewski i Błaszczykowski. Bardzo ciekawie wyglądało prawe skrzydło polskiej drużyny, w tym sektorze boiska bardzo często Polacy stwarzali przewagę liczebną (Piszczek, Błaszczykowski, Mierzejewski, czasem schodził jeszcze Jeleń, a nawet Matuszczyk), w zamyśle miało to doprowadzić do stworzenia sytuacji, w której podchodzący do Polaków obrońcy zostawiają bardzo dużo miejsca w polu karnym np dla Roberta Lewandowskiego. Podobny efekt próbował wywołać Ireneusz Jeleń schodząc do bocznych sektorów boiska i wrzucając piłkę na środek pola karnego.

Bardzo podobała mi się w polskim zespole ruchliwość i liczne zmiany pozycji w formacji ofensywnej, szczególnie na linii Mierzejewski-Błaszczykowski-Jeleń. Osobiście uważam, iż Robert Lewandowski zupełnie nie nadaje się do gry na pozycji, na której występował w pierwszej połowie, odniosłem wrażenie, iż gubił się na boisku. Mimo tego, Polacy byli w stanie stworzyć liczne sytuacje bramkowe, dobrze wychodzili na pozycje, ładnie grali z  pierwszej piłki. W grze polskiego zespołu widać było pomysł, akcje przeprowadzane były w dość dużym tempie. Wyglądało to jednak znacznie lepiej kiedy w roli lewoskrzydłowego wystąpił Ireneusz Jeleń, choć zagrał bardzo nieskutecznie to licznymi rajdami i wejściami w pola karne stwarzał bardzo duże zagrożenie. 

Nie ma w tym miejscu sensu opisywania tego, jak wyglądała polska drużyna po przerwie, co kilka minut dochodziło do kolejnej zmiany. Warto jedynie podkreślić, iż w pewnym momencie zmieniły się proporcje w linii pomocy, grający jako defensywny pomocnik Sadlok miał przed sobą Peszkę i Mierzejewskiego (Rybusa). Przyznać muszę, iż Franciszek Smuda realizuje swoje zapowiedzi - reprezentacja gra ofensywnie i ciekawie, jej ustawienie jest nowoczesne i bardzo skuteczne. Mam nadzieję, iż uda się je jeszcze dopracować.